czwartek, 9 kwietnia 2015

3. Rozdział trzeci

- Postaram się - powiedziałam cicho.
- O nie, nie nie. Chcę usłyszeć obietnicę - zaprotestował Paul. Westchnęłam.
- Dobrze.
- No to powiedz to -uśmiechnął się.
- Obiecuję -powiedziałam. Spojrzałam w oczy chłopaka, a policzki zalał delikatny róż.
- Że?
- Że więcej się nie potnę - mruknęłam.
- No! To teraz chodź - Paul złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą.
- Co ty robisz? - zapytałam z ciekawością, gdy brunet zaczął kopać ziemie.
- No zakopiemy tu wszystkie twoje ostrza - sięgnął ręką do kieszeni i wyciągnął kilka żyletek i metalowych części wyciągniętych z temperówek.
- Zgoda, ale nie tutaj. Przecież dzieci mogą to wykopać i zrobić sobie krzywdę - powiedziałam delikatnie zabierając ostre przedmioty - Po za tym, dlaczego grzebałeś pod moim łóżkiem.
- Miałem buta rozwiązanego, a gdy się schyliłem, zobaczyłem małe pudełeczko. Byłem ciekaw - przyznał.
- Oj, Paul - mruknęłam kręcąc głową.
- A ty? Dlaczego przejmujesz się obcymi, a sobą nie? - spytał. Nie wiedziałam co mam odpowiedzieć.
- Taka jestem - odpowiedziałam cicho.
- Kobiety - zaśmiał się chłopak.
- Żebyś ty mężczyznę widział - parsknęłam. Wróciliśmy do mojego domu. Wzięłam jedną szklaną, przezroczystą butelkę po wódce od Alexa i udałam się z Paulem do ogrodu. Chłopak wykopał głęboką dziurę. Do kartonowego pudełeczka w papierowym ręczniku schowaliśmy ostrza. Paul zakopał je.
- A więc to koniec - mruknęłam, jakby ze smutkiem w głosie.
- Pomogę ci - chwycił mnie za dłoń, przyciągnął do siebie i mocno przytulił - W moich ramionach będziesz bezpieczna.
- Obiecujesz? - zapytałam.
- Obiecuję - uśmiechnął się i pocałował w czoło.
- Paul... -zaczęłam. Chłopak spojrzał na mnie - Nie uważasz, że to za szybko? - spytałam rumieniąc się.
- Bardzo cię lubię. Jesteś dobrą, wrażliwą osobą. Dlaczego miałbym się nie starać? - odparł brunet.
- W porządku - uśmiechnęłam się. Wróciliśmy do pokoju, gdzie rozmowa trwała prawie do dwunastej. O północy postanowiliśmy obejrzeć najnowszy film z serii Szybcy i wściekli. Tą noc Paul spędził u mnie. Poprosiłam, by nie wracał o tej godzinie do domu. Zgodził się. oczywiście spaliśmy osobno. Zostawiłam swoje łóżko do dyspozycji dla chłopaka. A sama z ciepłym kocem udałam się do salonu. Oczywiście, brunetowi to nie pasowało z początku, ale ostatecznie go przekonałam. Zasnęliśmy około trzeciej.


- Alvin! Błagam! Nie rób tego! - słyszę rozpacz matki.
- Przepraszam - całuje mamę w policzek i wychodzi.
- Alvin! - krzyczy mama. Po jej bladych policzkach spływają łzy.
Wszystko pokrywa szkarłat. Stoję nad przepaścią.
- Nie rób tego! - słyszę głośną prośbę - Molly!
Skaczę.


Obudziłam się walcząc z kocem. Paul ściągnął ze mnie koc.
- Przepraszam. Nie chciałam cię obudzić - powiedziałam wycierając mokre policzki.
- Już okej? - zapytał Alex, który właśnie stał opierając się o framugę.
- Tak, to tylko głupi koszmar - mruknęłam.
- Jutro zadzwonię. I nie masz innego opcji - westchnął kuzyn. Pokiwałam tylko głową i Alex wrócił do łóżka.
- Chodź. Będziesz spać ze mną - odezwał się po chwili Paul i zabrał ze sobą mój koc. Wstałam i podeszłam do lodówki, z której wyciągnęłam zimną wodą. Upiłam łyk z butelki i zabrałam ją ze sobą do pokoju. Zakręciłam ją i odstawiłam na parapet,
- Nie zasnę - mruknęłam do siebie.
- Co? - Paul odwrócił się do mnie. Stał w samych bokserkach nad moim łóżkiem. Spojrzałam na telefon leżący na biurku. Dochodziła ósma rano.
- No, nie ma co - odpowiedziałam - Przygotuje wam śniadanie, po tym jak wezmę prysznic - dodałam i zamknęłam się w łazience, nie czekając na odpowiedź chłopaka. Chłodna woda, która obmywała moje ciało zdawała się być istnym zbawieniem. Jakby sen spłynął razem z drobnymi kropelkami. Po szybkim ogarnięciu się wyszłam z łazienki i udałam się do kuchni, z której dochodziły przepiękne zapachy.
- Mmm, jak ładnie pachnie - powiedziałam, gdy tylko weszłam do środka. Alex z Paulem robili naleśniki.
- Nie wiedziałem co zrobić - mruknął Paul.
- Ale to dlatego, że mamy pustą lodówkę - zaśmiał się kuzyn.
- Dokładnie! Otóż to - chłopak zaczął wymachiwać małą łyżeczkę do cukru. Podeszłam i zrobiłam sobie herbaty.
- Ktoś też chce? - spytałam unosząc czajnik lekko w górę
- Wolimy kawę - odpowiedzieli jednocześnie.
- W porządku - wyjęłam dwa kubki i przygotowałam im napój. Postawiłam je na stole i usiadłam na krześle, tak, by widzieć obu chłopców.
- Mi nie róbcie - dodałam po chwili - Zjem jogurt - wyjaśniłam. Paul podszedł do lodówki i wyjął mały, naturalny jogurcik i  podał mi go, razem z łyżeczką.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się. Chwilę później chłopcy dosiedli się i zaczęli jeść. Rozmowa oczywiście dotyczyła piłki nożnej, z którą ja, nie wiele miałam wspólnego.
Bardzo spodobał mi się fakt,że pobaj siebie polubili. Zachowywali się, niczym najlepsi kumple. Cieszyło mnie to. Mimo, że staliśmy się przyjaciółmi, to miałam, co do Paula dobre przeczucia. Pożyjemy, zobaczymy. No, albo i nie.


~~~~~~


I jak kolejny rozdział? Jeśli będziecie chcieli, by jakiś pomysł wprowadzić. Napiszcie to. Fabuła jest jeszcze otwarta i ja oczywiście mam mnóstwo pomysłów :) Ale to dzięki czytelnikom blog tak naprawdę istnieje.
I pewnie zauważyłyście ankietę. Proszę, byście na nią odpowiedzieli ;)
Trzymajcie się  ♥

środa, 8 kwietnia 2015

2. Rozdział drugi

Paul okazał się bardzo sympatycznym chłopakiem, co nie zmienia faktu, że nie nigdy bym nie miała u niego szans. Musiałby istnieć jakiś magiczny sposób na to. Nieważne, po prostu nieważne...
Kolejne dni upływały podobnie. Siedziałam z Paulem na zajęciach, a kumple Alex'a cały czas mięli do mnie jakieś 'ale'.Wszystko było takie samo, aż do piątku.
- Hej Molly, a może jutro się spotkamy na piwo? - zaproponował brunet.
- Nie piję -odparłam z uśmiechem.
- No to może ciastko i herbatę?
- Herbata brzmi kusząco - odpowiedziałam pakując zeszyt do torby.
- Podjadę po ciebie o piątej, zgoda? - spytał, kiwnęłam w odpowiedzi głową. Wydawało się być to takie nierealne. Czyżbym powoli zaprzyjaźniała się z chłopakiem, który mi się podoba? To było jak sen na jawie. Do domu wróciłam cała w skowronkach.
- O! Pyskata wróciła! - zaczął Mike.
- Zamknij się burku, bo cię gardło rozboli od tego szczekania -warknęłam. Alex zaczął się śmiać.
- No, no. To może posprzątasz mi w budzie? - mruknął po chwili zastanowienia.
- Kretyn - odparłam i zamknęłam się w pokoju. Dzisiejszego dnia nie mógł popsuć nawet Mike. Coś w tym jest, że naturalni blondyni nie grzeszą rozsądkiem, ale że i osobistym urokiem, to jeszcze nie wiedziałam. Położyłam się na łóżku z laptopem i włączyłam sobie serial. bardzo chciałam dokończyć pierwszy sezon, a została jeszcze połowa. Następnego dnia obudziłam się o dziesiątej. Wstałam i wzięłam dość długi prysznic. Założyłam czarne dżinsy i trampki. Na górę narzuciłam szarą koszulkę na krótki rękawek. Sznyty jeszcze się nie zagoiły, na moje nieszczęście doszły nowe. Mój nadgarstek zaczynał przypominać pocięty papier, który został chwilę wcześniej włożony do niszczarki. Nałożyłam standardowo bransoletki. Dzisiejszy dzień w przeciwieństwie do pozostałych w ostatnim czasie był ciepły. Słońce mocno grzało, nie przewidywano na dzisiaj deszczu, ani porywistego wiatru. Wyprostowałam jak zawsze włosy i wyszłam z pokoju. Zrobiłam sobie ciepłej herbaty i dwie kanapki z żółtym serem.
- Smacznego prosiaczku - usłyszałam za plecami. To Mike wszedł do kuchni.
- Czy ty masz ze mną jakiś problem? - spytałam. Miałam wprawdzie nic nie mówić, ale może to rozwiąże spór między nami, raz na zawsze. Blondyn popatrzył się na mnie tylko chwilę i wziął napój stojący na blacie.
- Super - mruknęłam.
Czas do siedemnastej niesamowicie się dłużył. A gdy wybiła upragniona godzina, chłopak się nie zjawił.
Powinnam była wziąć od niego numer. To oczywiste kretynko, że cię wystawił. Mogłaś się tego domyśleć - tego typu myśli krążyły mi po głowie, gdy dobiła szósta. Nagle usłyszałam dzwonek, oznajmiający gościa. Powolnym krokiem doszłam do drzwi. Uchyliłam je.
- Molly, przepraszam za spóźnienie - Paul stał zdyszany. Łapał łapczywie powietrze, próbując z siebie jak najwięcej wydusić.
- To już nieważne - odpowiedziałam. Chciałam zamknąć drzwi, ale chłopak przytrzymał je ręką.
- Pięć minut - poprosił wyciągając do mnie dłoń. Wyszłam przed dom.
- No ok. Pięć minut - powtórzyłam.
- Byłem już blisko, ale wtedy auto potrąciło mężczyznę i musiałem mu pomóc. Nie wierzysz? -spytał i podciągnął bluzę do góry. Jego biała koszulka była pokryta śladami krwi.
- Nic mu nie jest? - zapytałam.
- Nic poważnego. Pogotowie zabrało go do szpitala, tak by się upewnić - odpowiedział.
- Chodź. Dam ci koszulkę Alexa, a tą ci wypiorę - zaproponowałam. Weszliśmy do mieszkania. Zaprowadziłam go do swojego pokoju, gdzie zostawiłam Paula na chwilę samego, by pójść do salonu.
- Alex, daj mi jakąś swoją koszulkę. proszę - gdy wypowiedziałam to zdanie wszyscy spojrzeli na mnie wzrokiem, które świadczyło o niewiedzy.
- Hę?
- No dla kolegi - dodałam z uśmiechem.
- A, dobra - odparł i pobiegł na piętro, a po chwili wrócił z czarnym t-shirtem.
- Dzięki - zabrałam koszulkę i wróciłam do pokoju. Dałam bluzkę Paul'owi.
- Dziękuję - odezwał się i zmienił ubranie. Podał mi brudny t-shirt.
- Zaraz wrócę. Rozgość się - uśmiechnęłam się i poszłam do łazienki. Ręcznie szybko wyprałam jego bluzkę. Powiesiłam ją na małej suszarce i weszłam do pokoju, Paul siedział na łóżku i wpatrywał okno.
- Chodź na spacer - zaproponował. Kiwnęłam głową. Wyszliśmy przed dom. Skierowaliśmy się do parku. Spacer umilała nam rozmowa. Gawędziliśmy o wszystkim. O autach, mimo że moja wiedza jest wręcz śmieszna, o muzyce, filmach i grach. Było przyjemnie. Doszliśmy do placu zabaw, usiedliśmy na huśtawkach. Paul złapał mnie za rękę.
- Co ty? - spytałam. Chłopak w odpowiedzi tylko się uśmiechnął i podciągnął bransoletki ukazując rany. Wyrwałam rękę.
- Nie powinieneś był - mruknęłam.
- Dlaczego to sobie robisz? - zapytał.
- A dlaczego by nie?
- Mówię poważnie.
- A ja żartuję - mruknęłam sarkastycznie - Każdy ma swoje 'ale'.
- Nie takie. Ty się kaleczysz! Co na to twoi rodzice powiedzą?
- Nie żyją - odparłam - Zapomnij o tym - poprosiłam.
- Przykro mi, ale tak się nie bawimy. Pozwól mi sobie pomóc.
- Po co Paul? Hah? Jaki tego wszystkiego jest sens?
- Pozwól mi pokazać - ujął moją dłoń w swoje i przyłożył do swojej piersi - Czujesz? To jest sens.
- Nie wystarczający - szepnęłam.
- A to? - delikatnie musnął swoimi ustami moją dłoń. Uśmiechnął się widząc rumieńce na mych policzkach.
- Przestań, a pokażę ci więcej - zaproponował.
- Powiedz alkoholikowi, by nie ruszał więcej piwa - mruknęłam pesymistycznie.
- Każda twoja sznyta, będzie moją - z kieszeni wyciągnął nożyk i przejechał sobie po lewym nadgarstku.
- Co ty robisz?! Przestań! - krzyknęłam, odpychając jego rękę ze sztyletem. Chłopak uśmiechnął i schował nożyk z powrotem do kieszeni.
- Okej. Czyli to będzie działać. Tylko pamiętaj, ja mówię poważnie. Małymi kroczkami. Dzisiaj chcę tylko tą jedną obietnicą, albo będziemy cierpieli oboje.

~~~~~~
Tak, mam wenę i czas, więc czemu by nie? :) Jak się podoba drugi rozdział?

1. Rozdział pierwszy

- Molly! - przynieś nam piwo! - krzyknął dwudziestoczteroletni szatyn. Nastolatka akurat siedziała w kuchni, przy białym stole.
Kuchnia była średnich rozmiarów. Pod ścianą znajdowały się jasne, kremowe szafki, a blat był pokryty białymi kamyczkami. Obok stałą ogromna lodówka zawsze pełna mrożonek i alkoholi. Mały, srebrny piecyk stał po drugiej stronie. Po środku znajdował się duży, kwadratowy stół z czterema białymi krzesłami.
Odłożyłam nóż i wstałam. Sięgnęła po jeden czteropak piwa i udała się w stronę kuzyna. Alex siedział w salonie.
Było to duże, przestronne pomieszczenie, w którym chłopak uwielbiał robić imprezy. Czerwona, skórzana kanapa, przy szerokim czarnym stole, grafitowe ściany, ogramy telewizor i specjalistyczny sprzęt dla DJ'a.
- Ej, stary. Ona to chyba zawsze będzie sama, nie? - odezwał się blondyn, który razem z Alex'em i
resztą kumpli grali w Fifę. Kuzyn zmiażdżył gościa wzrokiem.
- Lepiej uważaj, co pijesz - warknęłam w jego stronę.
- Malutka, ty weź stąd spierdalaj, dam pobawić się dużym chłopcom. I to szacunku, gówniaro - mruknął podirytowany.
- Mike, odpuść - zainterweniował szatyn - Dzięki Molly - wziął ode mnie piwo. Wyszłam poddenerwowana. Mój kuzyn miał dziewczyn na pęczki. Umawiał się tylko z fotomodelkami. Tak i jego kumple. A ja? Ja jestem zwyczajną, przeciętną dziewczyną. Nie jestem chuda, mam nawet trochę więcej tu i tam. Nie mam lśniących blond włosów sięgających pasa. A jedynie brązowe falowe, które przykrywały, dość wydatny wprawdzie biust. Mam zielone oczy schowane pod okularami. Korekcyjnymi oczywiście, nie słonecznymi. I jestem tylko uczennicą liceum, bez żadnych perspektyw w przyszłości. Tak naprawdę, to jestem nikim.
Wróciłam do kuchni i dokończyłam zapiekankę, po czym udałam się do swojego pokoju. Wręcz uwielbiałam to miejsce. Alex i ja mieszkamy w domku jednorodzinnym. Na parterze znajdują się łazienka dla gości, salon i  kuchnia z jadalnią, jak już wspomniałam. No i mój pokój oczywiście. A piętro zajmował zazwyczaj Alex, miał tam swój pokój, biuro, własną łazienkę i skromną siłownię.
Moje łóżko stało tuż pod oknem, było ono całkiem sporych rozmiarów. Obok niego stało biurko z zdjęciami martwych już rodziców.Na wprost wyrka stała ogromny regał z książkami, grami i filmami. Po prawej szafa z ubraniami. A po drugiej stronie pokoju drzwi do mojej własnej malutkiej łazienki.
Wzięłam jedną z książek fantasy i położyłam się na łóżku. Zapaliłam waniliową świeczkę i zaczytałam się w lekturze. Nawet nie wiedziałam, że z południa zrobił się wieczór. Wstałam i wzięłam szybki prysznic. Nastawiłam budzik i poszłam spać.

- Nie musisz tego robić - słyszę głos ojca we śnie.
- Alwin! - krzyczy mama.
Wszystko zalewa szkarłatna czerwień. To takie tło, jak na ekranie komputera. Stoję z białą różową na cmentarzu. Otacza mnie gęsta mgła. Idę przed siebie. Potykam się, upadam i wstaję. Spoglądam w dół. Stoję nad grobem rodziców. Z oczu płyną łzy.

- Molly! Molly! -  czuję silne ręce na moich ramionach.
- Znowu? - zapytałam, na co Alex pokiwał głową.
- Może powinnaś z kimś o tym porozmawiać? Minęło pół roku od wypadku. Od tego czasu nie potrafisz się wyspać - dodał.
- Nic mi nie jest, Alex. Samo przejdzie - uśmiechnęłam się, wycierając wierzchem dłoni mokre policzki.
- Umówię cię jutro do psychologa. Na najbliższy termin.
- Nie potrzeba - mruknęłam.
- Potrzeba - warknął Alex - Co się z tobą dzieje? - spytał.
- Nic. Muszę iść spać - odparłam i odwróciłam się plecami do chłopaka. Usłyszałam głośne westchnięcie, a po chwili zamknięcie mahoniowych drzwi. Reszta nocy upłynęła spokojnie.
Dzisiejszy dzień był jak każdy inny. Wstałam, wyprostowałam włosy, umyłam zęby. Jak każdego ranka miałam problem co na siebie założyć, tak dzisiaj szybko wybrałam długie ciemne dżinsy, czarny top i sweter z długimi rękawami, które sięgają knykci. Zjadłam śniadanie, zabrałam czarną torbę. Założyłam adidasy i narzuciłam na siebie skórę.
- Uważaj na siebie - pożegnał mnie, jak co dzień Alex.
- Ty również - odparłam i wyszłam z domu. W pół godziny doszłam do szkoły.
Ten budynek zawsze napawał mnie niechęcią. Był obskurny. Szare, zniszczone ściany, aż osypywały tynkiem chodnik.  Dziw, że jeszcze jej nie zamknięto. Ruszyłam do sali lekcyjnej, gdzie na start czekała mnie biologia. Lubiłam ten przedmiot. Nauczycielka opowiadała wszystko w sposób, który interesował ucznia. Lekcje z panią Sprout zawsze były udane i luźne, nie to co na matematyce. Gdy dobiła godzina dziewiąta, do klasy razem z nauczycielką wszedł chłopak.
Pani Sprout była naszym opiekunem szkolnym. Gdy ktoś miał problem zwracał się właśnie do tej przesympatycznej, czterdziestoletniej brunetki. Nosiła duże, okrągłe okulary, zawsze była w dużych swetrach i dżinsach.
- To jest Paul. Od dzisiaj będzie uczęszczał z wami na zajęcia - przedstawiła nowego ucznia.
- Chwila. Czy on nie jest z drugiej c? - zapytał ktoś z przodu. Nigdy nie wiedziałam kto. Byłam tak trochę odludkiem, outsiderką. Zawsze patrzyłam w okno, albo zeszyt, albo na tablicę.
- Tak. Przepisałem się. Coś z tym nie tak? - odparł.
- Nie... A to prawda, że zrobiłeś to tylko i wyłącznie, o ciebie tam gnębili? - padło pytanie, któregoś chłopaka.
- James. Starczy - mruknęła pani Sprout - Obok Molly jest miejsce - uprzejmie zwróciła się do nowego w klasie. Słysząc swoje imię spojrzałam na chłopaka. Był to wysoki brunet, o lazurowych oczach, jakich świat jeszcze nie widział. Pod czarną koszulką rysowały się mięśnie. Na pewno miał powodzenie u dziewczyn.
- Cześć - rzucił i usiadł wyciągając nogi.
- Hej - odparłam głupio.
- Molly, tak? - uśmiechnął się.
- Jak najbardziej. Paul - wymówienie jego imienia bardziej przypominało pytanie, niż zdanie twierdzące. Boże, jaka ja jestem głupia.

~~~~~~

Hej!
I jak pierwszy rozdział? Kończę tutaj, bo nie chciałam, by był on zbyt długi, a i tak się troszkę ciągnie. Akcja powoli się będzie rozkręcała i pewnie będzie mniej opisów miejsc.
Dzięki za przeczytanie :)

0. Prolog

Jeden powolny ruch i na nadgarstku pozostaje cieniutka kreska, które po chwili wypełnia się krwią. Druga, trzecia. To nie pomaga. Dziewczyna spogląda w lustro, a z jej oczu zaczynają płynąć łzy. Powoli spływają po policzkach, po szyi, na dekolt.
- Ja ja ciebie nienawidzę - mówi ze złością. Wyciera wierzchem dłoni łzy.
Kolejny ruch pozostawia płytką rankę. I jeszcze jedną. I następne kilka. Uspokaja się. Patrzy na kapiącą krew z nadgarstka na umywalkę. Odkręca kran i podkłada rękę pod strumień zimnej wody, która zabiera ze sobą czerwoną maź.
- Jestem skończona - szepcze do siebie. Gdy krew przestaje płynąć, na rękę nakłada mnóstwo gumowych bransoletek z logo, bądź nazwą jej ulubionych zespołów. Obmywa twarz. Chwyta za klamkę i przybiera swój codzienny fałszywy uśmiech.

~ Krótko. Wstępniak, który właściwie niewiele mówi, ale mam nadzieję, że cię zachęci do pozostania tu dłużej. Tak, więc, dzisiaj pojawi się pierwszy rozdział. Do zobaczenia? :)